LITERACKIE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIE #1

Jurii Karbidowicz, akademik z Uniwersytetu Robótek Ręcznych na Kamczatce, postanowił przeprowadzić doświadczenie alkoholowe na kilku książkach. W tym celu położył w równym rządku "Zbrodnię i karę" Dostojewskiego, "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa, "12 krzeseł" Ilfa i Pietrowa oraz "Jak dobrze wyglądać po 40-ce" Ibisza. Przed każdą książką postawił kieliszek wódki, kromkę chleba oraz kawałek kiełbasy wiejskiej z dużą ilością czosnku. Wódki nalał również do swojej literatki i uzbrojony w długopis i kołonotatnik z Kubusiem Puchatkiem na okładce rozpoczął obserwację.
Po około dwóch godzinach Jurii był na "Ty" z Ostapem Benderem, Rodionem Raskolnikowem i Behemotem, Krzysiek trzepał pompki w garniturze, a Kubuś Puchatek po raz czwarty leciał do sklepu po flaszkę. Niestety Małgorzata siedziała w kącie nadąsana i nie chciała dołączyć do rozbawionego towarzystwa.

WNIOSEK: Damie nie wolno polewać wódki, jedynie czysty spirytus!

* Podczas doświadczenia nie ucierpiała żadna książka, tylko Krzyśkowi pękł garnitur na plecach.



DOŚWIADCZENIE #2

Jurii Karbidowicz, akademik z Uniwersytetu Robótek Ręcznych na Kamczatce, postanowił przeprowadzić doświadczenie na książkach oraz swoim koledze z pracy, asystencie Aloszy Pietruszkinie. W tym celu wszedł na most i zrzucał z niego, na stojącego przy pierwszym przęśle Pietruszkina, książki w dowolnej kolejności gatunkowej. Po wysypaniu na głowę asystenta około tony lektury wysokiej jak i również wątpliwej jakości, wychylił się przez barierkę i opisał zastany tam widok:
- Spadek ilości książek na głowę zauważalny...

* Podczas doświadczenia nie ucierpiała żadna książka. Pietruszkin po tygodniu opuścił szpital, a po pół roku przestała mu latać lewa powieka.


DOŚWIADCZENIE #3

Jurii Karbidowicz, akademik z Uniwersytetu Robótek Ręcznych na Kamczatce, przetarł zmęczone oczy i odłożył długopis na stół. Zapisana drobnym maczkiem cyfr biała kartka ostro odcinała się od ciemnobrązowego blatu biurka, przeciętego kilkoma smugami czarnych przypaleń. Wyniki tkwiące na dole słupków starannie wypisanych liczb nie kłamały. Jurii westchnął ciężko i sięgnął po słuchawkę tarczowego telefonu. Wykręcił numer do profesora Obszczańcewa. Wewnętrzny mechanizm zaterkotał cicho, zwiastując połączenie.
- Miał Pan rację profesorze! - zaczął cicho, rozglądając się podejrzliwie po laboratorium - Liczba nieczytających książki nigdy nie może przekroczyć wartości 100% ogółu społeczeństwa.
Po drugiej stronie słuchawki dało się usłyszeć głuchy łomot. Obszczańcew zemdlał.


DOŚWIADCZENIE #4

Jurii Karbidowicz, akademik z Uniwersytetu Robótek Ręcznych na Kamczatce, spojrzał przez grubą na dwa cale szybę do hermetycznego pomieszczenia laboratorium. Na środku obitego miękką gąbką pokoju, obciągniętą brązowymi bochnami dermy, stał stolik i krzesełko przytwierdzone sztywno do podłogi. Siedział przy nim Aleksy Ciepłokluchin, świeżo upieczony magister zymologii stosowanej i czytał "Zbrodnię i karę" Fiodora Dostojewskiego. Niewielka żarówka tkwiąca w metalowym koszyku pomalowanej na biało kratki zamigotała lekko. Ciepłokluchin spojrzał na nią zaskoczony, lecz zaraz powrócił do lektury. Dotarł właśnie do fragmentu morderstwa lichwiarki przez Rodiona Romanowicza Raskolnikowa i, choć czytał tę powieść już raz siódmy, zawsze z radością i taką dziecięcą niecierpliwością czekał na śmiertelne uderzenie siekierą.
Karbidowicz zmrużył oczy. Przywarł czołem do twardej powierzchni szyby, wpatrując się kątem oka w odczyty pracy serca i fal mózgowych Aleksego. Kiedy te osiągnęły szczytowe wartości, przykręcił wyloty dysz tlenowych umieszczonych pod sufitem. Ciepłokluchin czytał jeszcze przez chwilę. Nagle złapał się, wielkimi niczym bochny dłońmi, za szyję i wybałuszywszy oczy, opadł na podłogę. Akademik delikatnie otworzył dysze i sięgnął po bakelitową słuchawkę czarnego telefonu tarczowego. Tlen z sykiem wypełnił pomieszczenie laboratorium.
- Tak? - odezwał się po drugiej stronie zaspany głos Obszczańcewa.
- Miał Pan rację profesorze! - Jurii wytarł spocone czoło lnianą chustką - W sprzyjających warunkach książka może zaprzeć dech w piersiach!
Po drugiej stronie słuchawki dało się usłyszeć lekkie chrapnięcie. Obszczańcew zasnął.


DOŚWIADCZENIE #5

Jurii Karbidowicz, akademik z Uniwersytetu Robótek Ręcznych na Kamczatce, od blisko dwunastu godzin wpatrywał się przez pancerną szybę na siedzącego na niewielkim zydelku w laboratoryjnej izolatce stażystę Wciemnojebcewa. Młodzian podciągnął kolana pod brodę, ze strachem wpatrując się to na falującą od wężowych ciał podłogę, to na wirujące piły, świdry i plujące co chwila ogniem dysze, wyskakujące w przypadkowej kolejności z okrągłych włazów w suficie i z pokrytych popękaną dermą ścian. Krzyczał, ale jego głos nie dochodził przez szybę do zmęczonego Jurija. Akademik chciał by eksperyment wreszcie się skończył, a on sam mógł - po przedstawieniu wniosków profesorowi Obszczańcewowi - rozprostować nogi i kręgosłup na służbowej otomanie. Karbidowicz spojrzał tęsknie na mebel stojący w kącie pomieszczenia. Kiedy znowu popatrzył na wnętrze izolatki, Wciemnojebcewa nie było. Jurii omiótł zdziwionym wzrokiem laboratorium. Nigdzie śladu młodzieńca. Dopiero gdy mocno wychylił się na fotelu, zauważył, wystającą spod wirujących wściekle jadowitych ciał, drobną dłoń stażysty. Odetchnął z ulgą. Zdarzało mu się zapodziewać gdzieś wyniki eksperymentów, wypuszczać na wolność zwierzęcych ich uczestników, ale jeszcze nigdy nie zgubił człowieka.
Karbidowicz wcisnął czerwony przycisk uwalniający gaz odstraszający i patrzył jak gady, lekko nim otumanione, poczęły kłębić się wokół otworów prowadzących do olbrzymich terrariów. Kiedy wreszcie wszystkie oślizgłe ciała zniknęły w ich wnętrzu i opadły niewielkie zapadki blokujące ciemne wyloty, otworzył drzwi izolatki i podszedł do mocno powykręcanego ciała Wciemnojebcewa. Czupryna chłopaka jeszcze lekko dymiła. Widać zanim wpadł między węże, trafił go jakiś miotacz - pomyślał. Trącił nogą nieruchomy korpus kolegi. Z napuchniętych ust wysunął się koniuszek języka. Wytrzeszczone oczy wpatrywały się z wyrzutem na akademika.
Karbidowicz podszedł do stolika, stojącego pośrodku pomieszczenia i spojrzał na leżącą na nim książkę. Wiedział dokładnie na której stronie była otwarta, bowiem resztę, dla pewności, posklejał przed rozpoczęciem eksperymentu. Rozejrzał się raz jeszcze po pokoju, zgasił światło i wyszedł, zamykając cicho wielkie metalowe drzwi.

* * *

Głos profesora Obszczańcewa w słuchawce zakłócały lekkie piski i szumy. Nic dziwnego, mieszkał przecież trzy ulice od gmachu uniwersytetu, a telefonia radziecka najlepiej działa na odległość zasięgu ludzkiego głosu.
- Tak jak przypuszczaliśmy - Karbidowicz westchnął głęboko i spojrzał raz jeszcze na pokrytą przed chwilą maczkiem wniosków kartkę protokołu - przeczytanie 13 strony dowolnie wybranej książki może skutkować przypadkowymi nieszczęśliwymi wypadkami.
- Czy wiecie co to oznacza dla budżetu, ba, dla całej gospodarki towarzyszu? - pytanie Obszczańcewa mocno zaskoczyło Karbidowicza. Nie do końca rozumiał sens eksperymentu, bo nie pokrywał się on z oficjalną linią partii i naukami Melsoru, ale wplatanie go w zasady działania socjalistycznej ekonomii uważał za mocne nadużycie.
- Nie... - odpowiedział zgodnie z prawdą - Bo to przecież zabobon jest!
- Każdy przesąd udowodniony naukowo traci znamiona ludowej magii towarzyszu! Staje się częścią tejże nauki!
- Ale to był tylko jeden eksperyment!
- Czyli uzyskaliśmy tym samym stuprocentową pewność co do jego prawdziwości! Próba okazała się sukcesem!
- No niby tak, ale jak to się ma do gospodarki?
Obszczańcem zaśmiał się cicho.
- Oj, Jura, Jura... Zuch jesteś i serce prawdziwego komunisty w Tobie, tolko durnyj kak riebionak! Otóż jeśli przyjmiemy ten zabobon za fakt i w ramach obrony szeroko pojętego interesu ludu pracujących miast i wsi, przestaniemy drukować stronę 13 w każdej książce, przyczynimy się do milionowych oszczędności tak potrzebnych naszej utrudzonej i zadyszanej gospodarce!
Karbidowicz wreszcie zrozumiał.
- A jeśli, - zaczął powoli - każdą następną zadrukowaną kartkę uznamy za 13...
- Ciiii... - profesor syknął przeciągle - Wróg nie śpi! Niech to na razie zostanie między nami, ale jak nic tytułu Bohatera Pracy Socjalistycznej mamy w kieszeni towarzyszu!
Fala podniecenia zalała rozmarzone ciało akademika.

1 komentarz:

  1. Cóż, tylko Behemot znał się na rzeczy.
    – Это водка? – слабо спросила Маргарита.(...)
    – Помилуйте, королева, – прохрипел он, – разве я позволил бы себе налить даме водки? Это чистый спирт!

    OdpowiedzUsuń